W atelier

Od dawna chodziła za mną idea miniatur z porcelany, to znaczy własnoręcznego robienia. Będąc w Londynie, w Natural History Museum zafascynowały mnie miniaturki chińskie i japońskie, często zrobione z kości. Upewniło mnie to tylko, ze jeśli nie spróbuje teraz, to przeminie z wiatrem.

Wczoraj dostałam, od znajomej, trochę dobrej gliny i dziś spędziłam dzień na pojedynku, a właściwie na dialogu z glina. Niestety, moje jakościowe oczekiwania
w stosunku do gliny się nie spełniły. Glina to nie porcelana. W wydobyciu malutkich detali przeszkadzały mi ziarenka piasku. Tak czy inaczej, myślę ze sobie radze technicznie i już mnie ręce swędzą, a z porcelaną będzie przecież łatwiej tworzyć miniatury. Jutro spróbuje wypalić. (he! he! dowiedziałam się, ze czeka mnie kilka dni suszenia.

Japońskie miniaturki z Natural History Museum.

Annonser


Jesienno-zimowy London

Konserwa przeniosła mnie do Londynu. Deszczowego i rozpędzonego miasta, w którego podziemiach przepływają strumienie ludzi jak zbladłych komórek chorego organizmu. Ale jak już się wydostaniesz z tego pędu, do światła na powierzchni, to możesz trafić na skarby, które odmienią ciebie i może życie. Te skarby dla mnie to Museum of Natural History i Science Muzeum. Gdyby była tam posada nocnego psa-wartownika, to bym się zatrudniła. Za dnia dostać jakiś ciepły kąt w ukryciu, gdy ludzki strumień tu dociera i przynosi tornado hałasu, a w nocy wędrować w samotności, wśród martwych zwierząt, sztucznych mamutów, insektów na szpilkach, gigantycznych skamieniałości, świecących kamieni i kawałka księżyca, starych instrumentów medycznych, satelitów, mumii oraz sztucznej syreny, itp… itd… I choć to brzmi śmiertelnie martwo, “eksponaty” wydaja się tylko zatrzymane na czas gdy publiczność wypełnia sale, a jak ostatni człowiek opuści musem, to zaczynają oddychać i rozprostowywać kości.

To jest ta “sztuczna” oszukana syrena, prawdopodobnie z Japonii. W 17-18 wieku był to kolekcjonerski kąsek, ale dziś wiadomo, ze jest to połączona małpa z ryba. Niestety szansa na naukowe potwierdzenie istnienia syren została zaprzepaszczona.

wpid-20140214-104827.jpg

wpid-20140214-093721.jpg

Museum of Natural History – Sala wejsciowa

wpid-20140214-093027.jpg

Hotel, tuz przy muzeum.

 

wpid-20140214-101556.jpgTrzy olbrzymie pomieszczenia wypełnione eksponatami. Pomieszczenia starej biblioteki z 1823 roku. Teraz zbiory pod tytułem: The Enlightenment czyli Oświecenie.

wpid-20140214-093206.jpgFossile w Museum of Natural History

wpid-20140214-093900.jpg wpid-20140214-093820.jpg

An Antique Collection (Antyczna kolekcja). Witryna wypełniona kolibrami. (ok.1815 zarejestrowane)

wpid-20140214-094440.jpg

A jak mi się znudzi, to pożyczę ubranka kosmonautów i odwiozę z powrotem ukradziony kawałek księżyca.

wpid-20140214-094346.jpg

To jest odtworzona sala operacyjna w skali 1:1. To chyba najdłuższa operacja na świecie. Ostatni raz tu byłam w 2006.

wpid-20140214-094606.jpg

Jeśli się leci liniami Norwegian, można podłączyć się do internetu i śledzić przemieszczanie się samolotu.

wpid-20140214-094552.jpg

Powrót. Anglia doświadcza strasznych powodzi. Zdjęcie z samolotu

Annonser

Slalom

Wczoraj dzień na zjazdach, ja i M, w mieście oddalonym od nas ok. 40 km. Bardzo dożo śniegu i cały dzień padało. Niestety po kilku godzinach zrobiły się zaspy i przyjemność kontroli zmalała wprost proporcjonalnie do wzrostu instynktu samozachowawczego na stromych częściach stoków. Na wyższych partiach czekała na nas mleczna mgła. Duchy na nartach i snowboardach pojawiały się z szelestem i cicho znikały w tym waniliowym budyniu jakby wchłaniane przez biel.